Przejdź do głównej zawartości

Czy życie może smakować? O przepisie na dobry smak w "Sztuce pięknego życia".

 "Sztuką pięknego życia" pożegnałem 2024 rok i przywitałem nowy 2025. Na trzy dni przed oficjalną premierą studyjne kino Charlie uraczyło nas widzów pięknym wyciskaczem emocji. W sam raz na nowy początek żeby pamiętać o kruchości życia i szybko mijającym czasie. Zatem bierzmy z życia tu i teraz tyle ile się da. Nie po to mamy oczy z przodu głowy żeby patrzeć w tył. 


Brytyjsko-francuski film w reżyserii Johna Crowleya na podstawie scenariusza Nicka Paynea swoją premierę w Polsce miał 3 stycznia. Na świecie grany od 6 września, porusza głębokie struny wrażliwości odbiorców. Noc sylwestrowa. Studyjne kino Charlie oferuje nam "Sztukę..." w drugiej rundzie seansów. Czy to będzie kolejna ckliwa komedia romantyczna ze szczęśliwym zakończeniem? Na szczęście nie. 

 

Florence Pugh i Andrew Garfield jako Almut i Tobias tworzą piękny duet. Widzimy między nimi chemię od pierwszej wspólnej sceny. Dwa przeciwieństwa, które połączy wypadek samochodowy. Introwertyczny Tobias jest w trakcie rozwodu, Almut ambitną i cenioną szefową kuchni po rozstaniu z dziewczyną. Film jest nielinearny zatem mamy retrospekcje wymieszane z teraźniejszością. Przy oglądaniu polecam zwracać uwagę na ubiór i fryzury bohaterów.  

 

Akcja filmu rozgrywa się na przestrzeni kilku lat. Scena po scenie głębiej poznajemy bohaterów, ich wartości i plany. Ułożony Tobias jest odbiciem ekstrawertycznej Almut, dla której staje się czułym i wspierającym partnerem. Mimo, że film jest o związku, na pierwszy plan wysuwa się choroba i to wokół niej opowiedziano historię. Przeciwności jakie nam serwuje życie mogą wzmocnić relację, albo doprowadzić do jej rozpadu. Co sprawia, że ta dwójka nie ulega słabościom? Można byłoby powiedzieć, to po prostu miłość, ale to banał. Tutaj mamy pokazaną dojrzałość i samoświadomość niedoskonałości. Oboje szukają tego, co ich łączy, a na płaszczyznach różnic starają wypracować porozumienie. Niby coś oczywistego, ale czy aktualnie praktykowanego?

 

Dzięki ironii nastrój nie jest minorowy. Scena ze sposobem na rozbijanie jajka daje nam uśmiech. Rozbicie czasowe i łączenie ze sobą różnych scen, wytwarza dodatkową treść, zmienność emocji. Raz się śmiejemy żeby za chwilę spoważnieć, później smucić, a na koniec wzruszyć. Taki balans urealnia historię. Przez to mamy okazję do odkurzenia być może głęboko schowanych emocji.

 

Kolejna rzecz, która pozytywnie wpływa na odbiór to łamanie stereotypów. Crowley delikatnym cięciem pokazuje jak zniuansowana jest rzeczywistość. Ojciec może mieć dobrą relacje z synem, który później będzie umiał wychować córkę. To Tobias wnosi o rozwód z dotychczasową partnerką. Nie boi się komunikować swoich potrzeb i wartości. Nie ukrywa złości ani zadowolenia. Jasno stawia sprawę w kwestii dziecka. Później gdy Almut potrzebuje pomocy, nie odchodzi. Szanuje jej trudne decyzje odnoście chociażby startu w kulinarnej olimpiadzie. Ona umie przyznać się do błędu, przeprosić. Udziela pomocy, wspiera innych. Nie poddaje się, drogę odchodzenia chce przebyć na własnych warunkach żeby córka miała dobre wspomnienia z mamą. Osoba biseksualna również potrafi kochać i jest stała w uczuciach, to warto podkreślić, bo stereotypy społeczne w tej materii są straszne.

Muzyka, odważne sceny, nie mam tutaj na myśli tylko tych erotycznych, dialogi ładnie nas prowadzą do końca. Momenty ścinania włosów, jazdy na łyżwach, to tylko kilka z tych mocniejszych, przy których oczy robią się mokre.

 

Ale co przez to chcą nam pokazać twórcy? Jaki jest ten przepis? Choć polskie tłumaczenie nie jest najbardziej trafne, to sama historia bardziej koreluje z oryginalnym tytułem, pokazując żebyśmy brali życie tu i teraz, że nic dwa razy się nie zdarza. Rodzimy się i umieramy sami. Istotne jest z kim idziemy między tymi dwiema granicami. Relacje międzyludzkie nie są zerojedynkowe, wymagają balansu, bo łatwo coś wyrzuć, a trudniej naprawić. To wymaga zaangażowania i dojrzałości. O to chodzi w związku, możemy się różnić, ale fundamentem jest zaangażowanie, spojrzenie na drugiego człowieka. Schowanie własnych egoizmów zamiast kończenia relacji przy pierwszej próbie definiuje nasz stosunek do drugiego człowieka.

 

Ale wracając do głównego motywu, czyli choroby. Jest tu ukazana jako punk wyjścia do przedefiniowania naszego życia. Główna bohaterka mogła popaść w marazm, poddać się i ostatnie lata spędzić tylko w cierpieniu, ale robi coś innego. Ona wie, że nadszedł na nią czas, akceptacja takiego stanu nie należy do łatwych, ale jednak potrafi wzbić się ponad to i wykorzystywać każdą chwilę tak bardzo jak to możliwe. Czy człowiek wiedząc od samego początku, kiedy umrze, inaczej kierowałby swoim życiem?

 

Dla mnie to dobry film. Przyjemny, dający nadzieję i wzruszający. Nie ma w nim kiczu. Porusza ważne tematy, pokazuje przepis na związek, na bycie mężczyzną, na walkę o swój czas na ziemi. W końcu widzimy również osobę biseksualną,  a nie tylko homo- czy heteroseksualną.  Dziecko nie jest problemem przy realizacji marzeń, a może być dodatkowym motywatorem. Przepis na szczęście to koncentracja i świadomość celu jaki mamy przed sobą, uważne słuchanie drugiej osoby, którą otoczymy szacunkiem. Myślę, że ta pozycja, to dobry pomysł na zimowy chłodny wieczór. Może nie kończy się dobrze, ale pokazuje dobro, a tego dziś nam potrzeba.

 


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

„Dzięcioł i Violetta” – Sandra Drzymalska jako Violetta Villas. Biografia ikony, na jaką czekaliśmy latami

Foto: Svetoslav Stoyanov Po latach zapowiedzi, wahań, przesunięć i wątpliwości, jedna z najbardziej wyczekiwanych polskich biografii wreszcie nabiera realnych kształtów. Film „Dzięcioł i Violetta” , opowiadający o życiu i dramatycznych losach Violetty Villas , to nie tylko opowieść o diwie, lecz przede wszystkim o cenie, jaką płaci się za wielkość – widzianej oczami własnego dziecka. Od spekulacji do planu filmowego Pierwsze pogłoski o ekranizacji historii Villas pojawiły się już w 2016 roku, a przez długi czas mówiło się, że w rolę artystki wcieli się Natasza Urbańska. Ostatecznie to Sandra Drzymalska , gwiazda młodego pokolenia, znana m.in. z filmów „Simona Kossak” i „Biała odwaga” , została wybrana do zagrania jednej z najbardziej charyzmatycznych i skomplikowanych postaci w historii polskiej estrady. Wybór aktorki był zaskoczeniem dla wielu – nie tylko ze względu na fizyczne podobieństwo, ale przede wszystkim ze względu na aktorską wrażliwość i zdolność ukazywania emocjonalnej gł...

Nowa „Lalka” bez TVP. Kulisy decyzji, którą trudno zignorować

Choć ekranizacje klasyki polskiej literatury zwykle wiążą się z udziałem Telewizji Polskiej, tym razem będzie inaczej. Producent i scenarzysta nowej filmowej wersji „Lalki” – Radosław Drabik – zdecydowanie odmówił współpracy z TVP, mimo że oferta obejmowała aż 10 milionów złotych wsparcia. Co przesądziło o tej decyzji? Kulisy tej sytuacji pokazują, że na polskim rynku audiowizualnym zaszły istotne zmiany. 💰 10 milionów? „Podziękowałem” W rozmowie z mediami Drabik nie owijał w bawełnę: “ Podziękowałem za ofertę i po przeanalizowaniu postanowiłem jej nie przyjmować. Motywacja była wyłącznie biznesowa. ” Zdecydował, że znajdzie koproducentów na „lepszych warunkach”. To mocny sygnał o tym, że dziś niezależni producenci niekoniecznie potrzebują TVP jako gwaranta jakości czy prestiżu. Szczególnie w sytuacji, gdy publiczny nadawca przechodzi restrukturyzację i nie ma pewności co do jego długofalowych zobowiązań. 🎥 „Lalka” w dwóch odsłonach: Netflix vs. Gigant Films Sytuację dodatkowo komp...

Roman Wilhelmi –buntownik, łamacz serc, geniusz. Dziś mija 34 lata od jego śmierci.

Roman Wilhelmi urodził się 6 czerwca 1936 r. w Poznaniu. Już w dzieciństwie był niespokojnym duchem, rodzice wysłali go do szkoły zakonnej, licząc, że zakonnicy wpłyną na krnąbrny charakter małego Romana. Tam odkrył pasję do aktorstwa. Po zdaniu do warszawskiej PWST, mimo kontuzji ręki i choroby przed egzaminem, rozpoczął drogę, która uczyniła go jednym z najwybitniejszych polskich aktorów XX wieku. Po studiach trafił do Teatru Ateneum, gdzie przez lata grał epizody, zanim przyszła sława dzięki roli Olgierda w serialu  „Czterej pancerni i pies” . Choć przyniosła mu popularność, sam aktor nie znosił tej „łatki”. Przełomem okazała się rola w „Karierze Nikodema Dyzmy”  którą początkowo odrzucił, a którą ostatecznie zagrał po tym jak miał usłyszeć, że ma ją dostać Jerzy Stuhr. Stała się kultowa i zapewniła mu nieśmiertelność. Wkrótce potem wcielił się w Stanisława Anioła z  „Alternatyw 4” , tworząc jedną z najbardziej rozpoznawalnych postaci PRL-u. Był perfekcjonistą...