Przejdź do głównej zawartości

"Pod Wulkanem" BEZRADNY FILM O BEZRADNOŚCI


 BEZRADNY FILM O BEZRADNOŚCI

„Pod Wulkanem” Damiana Kocura jest polskim kandydatem do Oscara. I niestety czuję, że najbliższe miesiące będą oznaczać kolejną kłótnię w przestrzeni publicznej. Do głosu, podobnie jak w przypadku „Zielonej Granicy” Agnieszki Holland, dojdzie ideologiczne pospólstwo, które nie obejrzy filmu, a będzie ujadać o wynaradawianiu Polaków… Bo film nie pokazuje ani historii o Polakach ani nie jest kręcony w Polsce. Jest o Ukraińskiej rodzinie, którą lutowa inwazja rosji w 2022 zastaje podczas wakacji na Teneryfie.

To drugie dzieło Kocura, które obejrzałem. Jego „Chleb i Sól” mocno szarpał emocjami, historia była ciekawie i głęboko opowiedziana. Natomiast do „Pod Wulkanem” mam dużo zastrzeżeń. Film mógł trwać 90 minut zamiast 110, nie ma wartkiej akcji, pokazuje obrazy, ale emocje są gdzieś za szybą… Mamy niedobór dialogów i treści. To z opisu dowiadujemy się, że przedstawiona rodzina reprezentuje ukraińską inteligencję. Nie wiemy co stało się z matką dzieci, kim jest nowa żona Romana. Wątek Mike’a, emigranta z Afryki wrzucony na siłę, niezbyt koresponduje z historią młodej Sofii. Na teneryfie znaleźli się zupełnie z innych powodów, więcej ich dzieli niż łączy. Zamiast dodawać wątek, w sumie dość słabo prowadzony, lepiej byłoby pogłębić relacje między członkami rodziny. Na prawie dwie godziny, mamy tylko kilka scen ukazujących dramaturgię jaką przeżywa Roman z żoną.
Czy ten film ma zalety? Niewątpliwym pozytywem jest ujęcie tematu wojny w niestandardowy sposób. Kocur nie pokazuje ani czołgów, ani trupów, a jedyny huk wydobywa się z odpalanych karnawałowych petard. W jednej chwili, nieoczekiwanie rodzina Kovalenków z turystów staje się uchodźcami wojennymi. Wojna nie dzieje się tylko na froncie, ona rozgrywa się w każdej rodzinie. Poczucie bezradności promieniuje w większości scen, jest ono źródłem filmu. Zadaje pytanie o odpowiedzialność za bliskich, za kraj, za siebie. Podczas pokoju łatwo mówić o heroizmie, ale co zrobić gdy nadchodzi godzina próby? I tu dochodzimy do kolejnej wady tego filmu. Nie mamy pokazanych rozterek z jakimi zmagają się bohaterowie. Za to są przeskoki fabularne, niedopowiedzenia – nagle pojawia się jakaś przyjaciółka z Warszawy, znajomy z Charkowa, twórcy nam tego nie wyjaśniają. Nie ma ciągu przyczynowo skutkowego. Roman z Anastasiya tylko się kłócą, nie rozmawiają o tym co dalej.
Wzruszająca jest scena gdy córka widzi ojca, który płacze w ukryciu. Pokazanie przez kilka sekund, że mężczyzna nie jest chodzącym robotem bez uczuć, że my mężczyźni również mamy emocje, też przeżywamy rozterki, to było piękne i szkoda, że tak oszczędne w ilości. Druga scena warta uwagi, to rozmowa na korcie tenisowym Romana z Sofią o dzieciństwie, życiu i planach na przyszłość.
Spodziewałem się wulkanu emocji, po którym zapomnę jak się nazywam. Czekałem na mocne wrażenia, pokazanie bezradności, wściekłości, strachu… One oczywiście gdzieś są, ale tak jakby ukryte pod powierzchnią i nie chcą wybuchnąć. Nie chcą nas zalać frustracją.
Oczywiście sam temat i pomysł na historię są bardzo na plus, ale realizacja wszystko niweczy dlatego dla mnie to 5/10. Nie jest to film, na który ponownie pójdę do kina. Żałuję też, że awantura jaka już się rozpoczyna na różnych forach nie dotyczy jakości filmu, tylko jakichś drugorzędnych problemików pospolitych ludzi, którzy z filmem czy kulturą mają tyle wspólnego, co ja z fizyka jądrową.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

„Dzięcioł i Violetta” – Sandra Drzymalska jako Violetta Villas. Biografia ikony, na jaką czekaliśmy latami

Foto: Svetoslav Stoyanov Po latach zapowiedzi, wahań, przesunięć i wątpliwości, jedna z najbardziej wyczekiwanych polskich biografii wreszcie nabiera realnych kształtów. Film „Dzięcioł i Violetta” , opowiadający o życiu i dramatycznych losach Violetty Villas , to nie tylko opowieść o diwie, lecz przede wszystkim o cenie, jaką płaci się za wielkość – widzianej oczami własnego dziecka. Od spekulacji do planu filmowego Pierwsze pogłoski o ekranizacji historii Villas pojawiły się już w 2016 roku, a przez długi czas mówiło się, że w rolę artystki wcieli się Natasza Urbańska. Ostatecznie to Sandra Drzymalska , gwiazda młodego pokolenia, znana m.in. z filmów „Simona Kossak” i „Biała odwaga” , została wybrana do zagrania jednej z najbardziej charyzmatycznych i skomplikowanych postaci w historii polskiej estrady. Wybór aktorki był zaskoczeniem dla wielu – nie tylko ze względu na fizyczne podobieństwo, ale przede wszystkim ze względu na aktorską wrażliwość i zdolność ukazywania emocjonalnej gł...

Nowa „Lalka” bez TVP. Kulisy decyzji, którą trudno zignorować

Choć ekranizacje klasyki polskiej literatury zwykle wiążą się z udziałem Telewizji Polskiej, tym razem będzie inaczej. Producent i scenarzysta nowej filmowej wersji „Lalki” – Radosław Drabik – zdecydowanie odmówił współpracy z TVP, mimo że oferta obejmowała aż 10 milionów złotych wsparcia. Co przesądziło o tej decyzji? Kulisy tej sytuacji pokazują, że na polskim rynku audiowizualnym zaszły istotne zmiany. 💰 10 milionów? „Podziękowałem” W rozmowie z mediami Drabik nie owijał w bawełnę: “ Podziękowałem za ofertę i po przeanalizowaniu postanowiłem jej nie przyjmować. Motywacja była wyłącznie biznesowa. ” Zdecydował, że znajdzie koproducentów na „lepszych warunkach”. To mocny sygnał o tym, że dziś niezależni producenci niekoniecznie potrzebują TVP jako gwaranta jakości czy prestiżu. Szczególnie w sytuacji, gdy publiczny nadawca przechodzi restrukturyzację i nie ma pewności co do jego długofalowych zobowiązań. 🎥 „Lalka” w dwóch odsłonach: Netflix vs. Gigant Films Sytuację dodatkowo komp...

Roman Wilhelmi –buntownik, łamacz serc, geniusz. Dziś mija 34 lata od jego śmierci.

Roman Wilhelmi urodził się 6 czerwca 1936 r. w Poznaniu. Już w dzieciństwie był niespokojnym duchem, rodzice wysłali go do szkoły zakonnej, licząc, że zakonnicy wpłyną na krnąbrny charakter małego Romana. Tam odkrył pasję do aktorstwa. Po zdaniu do warszawskiej PWST, mimo kontuzji ręki i choroby przed egzaminem, rozpoczął drogę, która uczyniła go jednym z najwybitniejszych polskich aktorów XX wieku. Po studiach trafił do Teatru Ateneum, gdzie przez lata grał epizody, zanim przyszła sława dzięki roli Olgierda w serialu  „Czterej pancerni i pies” . Choć przyniosła mu popularność, sam aktor nie znosił tej „łatki”. Przełomem okazała się rola w „Karierze Nikodema Dyzmy”  którą początkowo odrzucił, a którą ostatecznie zagrał po tym jak miał usłyszeć, że ma ją dostać Jerzy Stuhr. Stała się kultowa i zapewniła mu nieśmiertelność. Wkrótce potem wcielił się w Stanisława Anioła z  „Alternatyw 4” , tworząc jedną z najbardziej rozpoznawalnych postaci PRL-u. Był perfekcjonistą...